YOOtheme
Piątek, 10 Wrzesień 2010
Alexander PDF Drukuj Email
Wpisany przez Cyprian   
Piątek, 31 Lipiec 2009 06:52

Alexander ma 5 lat. Przyjechał do ośrodka fundacji przypadkiem. W czasie ostatniej akcji ratowania Arlli i Rojalka - pojawił się właśnie on. Kiedy handlarz otworzył starego żuka, naszym oczom ukazał się wysoki, bardzo chudy koń, cały się trząsł. Wyskoczył jak opętany (bo w żuku nie ma trapu - konie wskakują i wyskakują z wysokości ok 70 cm) i został natychmiast przywiązany do samochodu do bocznych drzwi grubą lina za szyję.

Arlla i Rojal powędrowały od razu do swoich nowych boksów skubać w spokoju siano, a my wróciliśmy zapłacić za konie. Handlarz od razu zaproponował, ze zostawi łaciatego u nas. Oczywiście nie mieliśmy na niego pieniędzy. Ogólny kryzys spowodował również, ze nasze finanse ogólnie są na deficycie. Odmówiliśmy więc. Nie uratujemy wszystkich. Namawianie nas trwalo około godziny czasu. Byliśmy nieugięci jak nigdy... w końcu mamy na utrzymaniu 20 koni na miejscu, to nie lada kwota co miesiąc. Ostatecznie powiedzieliśmy, że nie ma miejsca ani funduszy, więc handlarz wziął Łaciatego i rozpoczął tragiczny załadunek.

Łaciaty wyjątkowo nie chciał wejść, nie chciał nawet podejść na tył auta. Powoli wkoło nas robiło się zbiorowisko. Wyszli wszyscy wolontariusze i wszystkie dzieciaki. Handlarz zawołał kogoś, kto siedział w aucie. Wtedy przy Łaciatym pojawił się młody chłopak, może 15 letni. Jak "zawodowiec" chwycił bat i zaczął okładać Łaciatego gdzie się dało z ogromną żałością, że koń nie chce wskoczyć na podłogę żuka na wysokość 70 cm. Łaciaty kręcił się coraz bardziej, wspinał i dostawał kolejne baty w głowę i podbrzusze. Po chwili popuchły mu pręgi na całym ciele. Oczy Łaciatego robiły się coraz większe. Staliśmy tam jak wryci i nie wiedzieliśmy co robić. Nie mamy nic do powiedzenia, bo koń nie jest nasz, nie mamy za co go kupić, a handlarz pewnie uderzy znacznie mocniej, jeśli się odezwiemy. W koncu Krzysiek przerwał proceder krzykiem, żeby przestali.

Dzieciakom leciały łzy, nie wiedzieliśmy jak wytłumaczyć, że nie mamy pieniędzy. Sami czuliśmy, że zaraz się rozpłaczemy, bo nic innego nam nie zostało. Handlarz już poirytowany nieposłuszeństwem konia nie chciał z nami rozmawiać. Krzyknęliśmy więc szybko, że kupujemy, byle oddał nam linkę i zabraliśmy szybko Łaciatego do boksu. Jak szliśmy z nim przez podwórze wiedzieliśmy, że nie powinniśmy tego robić - przecież zbieramy fundusze na Jagnę z pozrywanymi ścięgnami od Pana Hieronima, i na małego kucyka Pitusia..


Było to 2 dni temu. Dziś Łaciaty dostał na imię Alexander. Mamy czas do 5 sierpnia, aby zapłacić za niego 2800 zł. Inaczej żuk po niego wróci. Jest chudy, trochę dziki, ale bardzo łagodny wobec dzieci. Miło nam popatrzeć, kiedy dzieciaki prowadzą go same do lasu na lince, biorą pudło ze szczotkami, i godzinami czeszą - w końcu gdyby nie one, Alexandra by nie było, bo to one podniosły największy lament. I zaraz potem wymyśliły mu imię...


Prosimy Państwa o pomoc w kupnie Alexandra. Bez tego nie damy sobie rady. Alexa można oglądać w Wojnowie, gmina Kargowa, w ośrodku fundacji jak fika na padokach (na tyłach sklepu). Można pomóc dokonując wpłaty na konto fundacji lub wysyłając sms...

Alex z chłopcami z OHP i wolontariuszkami - Kamil, Marcin, Norbert, Patrycja, Ewa :

alex i dzieciaki

 

Aktualizacja, wrzesień 2009

Alexander dziękuje Państwu za podarowane życie. W czasie kiedy trwała zbiórka poznaliśmy go znacznie lepiej. Mimo, iż dzieciaki z OHP opuściły już nasz ośrodek i wróciły do swoich zajęć (rok szkolny) Alexander pozyskał sobie nowych adoratorów. Zresztą o takich nie było trudno łaciatemu - każdego zachwycały jego niepowtarzalne oczy, którymi ślipił godzinami w siano albo w marchewki wsuwane przez płot. Nie umiał jednak zsocjalizować sie z resztą naszych koni - kres nadszedł, kiedy Alexandra zaczął ścigać nasz 3 miesięczny Rudolf i urządzali sobie dzikie gonitwy po padoku. W zasadzie źrebak gonił Alexandra... Alex, odrzucony zupełnie przez wszystkie konie, bardzo lgnął w związku z tym do ludzi, i stał sie stajenną przytulanką. Aż w pewnym momencie wymyślił, że skoro nie może dominować w stadzie koni, będzie dominował w stadzie ludzi. Chcąc zwrócić na siebie uwagę, zaczął kulić uszy i gonić ludzi z padoku. Tak jak każdy chciał adoptować łaciatego, tak w krótkim czasie nie chciał już nikt. Poza... pewną Panią spod Zielonej Góry, która regularnie go odwiedzała z całą rodziną i zdawała się nie przejmować jego zachowaniem mówiąc, że "trochę miłości" i będzie dobrze. Tak też się stało. Dzięki ogromnemu wsparciu zielonogórzan i nie tylko (wielkie ukłony w stronę Pani Grażyny i jej Męża!) Alex stał si własnością fundacji i parę dni temu poszedł w adopcję. I nie poszedł tam sam... towarzyszyła mu nasza Fredzia, w której nowi opiekunowie Alexa zakochali sie bez pamięci.

Chwilę się wahaliśmy jeśli chodziło o kucyczkę - w jej stanie potrzebna była fachowa opieka i naprawdę dużo czasu i doskonała pasza. Po sprawdzeniu jednak warunków, w jakich miały zamieszkać konie - nie mieliśmy wątpliwości, że zarówno Fredziuchna, jak i Alexander bedą miały swoje Eldorado właśnie pod Zieloną Górą u Pani Elżbiety 

 

 Alex na padoku w Wojnowie

alex1

 alex2

 alex3

alex4

 

 

Aktualizacja

Alex i Fredzia w nowym domu

Alex

 

fredzia

 

 

 

 

Zmieniony: Poniedziałek, 21 Wrzesień 2009 12:47