YOOtheme
Czwartek, 9 Wrzesień 2010
FAQ
Najcześciej zawadane pytania.. PDF Drukuj Email
Wpisany przez Cyprian   
Piątek, 12 Czerwiec 2009 12:41

Zapraszamy do zapoznania się z informacjami dodatkowymi nt działalności. W tym miejscu postaramy sie odpowiedzieć na najczesciej zadawane przez Państwa pytania zwiazane z róznymi aspektami funkcjonowania Fundacji.

Możecie nadysłać Państwo własne pytania na adres Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. - odpowiedz wyslemy mejlem bądź umieścimy właśnie w tym dziale. 

 

Ile kosztuje miesięczne utrzymanie konia ?

Nie można tu jednoznacznie odpowiedzieć. W zależności od gabarytów konia, rasy, maścii wieku, a także łatwości przyswajania paszy. Średnie miesięczne utrzymanie konia w naszym ośrodku to 300 zł. Koszt odrobaczenia, szczepienia i kowala co 6 tygodni to jeszcze 80 - 100 zł miesiecznie. Oczywiscie są które kosztują 200 zł, jak np nasze kucyki, ale są i takie, których koszt utrzymania urasta do kwoty 600 zł. Z reguły górną półkę osiągają konie starsze, albo cierpiące na COPD (astma). Leki dla takich koni (np Ventipulmin) to koszt rzędu 400 zł miesięcznie. Do końca ich życia. Niemniej są to leki bez których koń nie moze normalnie żyć i funkcjonować. 

Nasze konie maja do dyspozycji bez ograniczeń słomy i siana, karmione są dwa razy dziennie (otręby owsiane, śrutowany jęczmień, śrutowany owies, soja, rzepak, kreda, kukurydza srutowana, musli - inne dla straszych koni - i granulaty z lucerną, witaminy, czasem jabłka i marchew). Na padoku mają do dyspozycji akacje, któe również chętnie konsumują. W okresie letnio wiosennym dowozimy również koszoną trawę, gdyż nasz padok przypomina raczej pół las, pół plaże.  

Czy pomagacie Państwo w leczeniu prywatnych koni ?

Nie. Warunkiem finansowania przez fundację leczenia konia jest przeniesienie prawa właności do konia na rzecz Fundacji. Istnieje jedynie opcja wsparcia leczenia konia / innego wsparcia finansowego, jeśli koń jest włanością organizacji/instytucji.  

Dlaczego adopcje są odpłatne ?

Należy podkreślić, ze adopcje nie zawsze wiążą się z kaucją, jednak nauczenie doswiadczeniem wiemy, ze kaucja jest dla nas gwarancją, iż dana osoba poradzi sobie finansowo z opieką nad koniem. Wiele osób brało pod uwagę jedynie stałe utrzymanie konia, potem ząs pojawiały sie telefony z prośbą o pokrycie kosztów kowala albo szczepienia. To jeszcze niewielkie koszta, i bywało, ze w chwilach kryzysu opłacaliśmy potrzebnych specjalistów. Niemniej problem rósł, kiedy koń miał wypadek, dochodziło do kolki, lub trzeba było kupić niezbędny zestaw leków, podkuc konika korekcyjnie. Kwoty rzędu paruset złotych któe trzeba wydać od ręki - okazywały sie zbyt wysokie. Oczywiście Fundacja w wielu przypadkach pokrywała wówczas koszta, jednak nie taki jest cel adopcji koń, aby Fundacja własnych środków łożyła nadal na leczenie koni w rodzinach adopcyjnych - adopcje są właśnie po to, aby te pieniądze mogły pomóc innym, kolejnym koniom, które mozemy wtedy wykupić. W dodatku Fundacja nie może odpowiadać za wypadki, które zdarzają sie w adopcjach, zakładajac często, ze gdyby koń był u nas, taki wypadek by często nie nastąpił, i kosztów by nie było. Osoba biorąca konia w adopcje musi sie liczyc z tym, że bierze pod swoją opiekę zwierze i jest za nie odpowiedzialna, również finansowo. Kaucja 1000 zł daje nam gwarancje, że taką osobę będzie potem stać na leczenie i utrzymanie konia. Z reguły jeśli ktoś nie był w stanie wpłacic tego 1000 zl, potem mielismy zawsze problem z leczeniem, a nawet utrzymaniem. Dochodził jeszcze koszt rzędu paruset złotych, kiedy musielismy konia zabrać. Te koszta musi ktoś pokryc. 1000 zł kaucji pokrywa nie tylko utrzymanie koni starszych i chorych, któe są u nas na stałe, ale własnie pozwala nam czasem wspierać adopcje, opłacić transporty w przypadkach nagłych, i pozwala sfinansowac kontrole adopcji.  

Mamy natomiast konie w których utrzymaniu stale pomagamy. Przez długi czas pomagalismy w utrzymaniu jednej z naszych klaczy, któej dziś juz nie ma wśród nas. Oczywiscie mogliśmy również zabrac klacz do siebie i łożyć te same pieniążki na utrzymanie i leczenie. Być moze mniejsze, bo jednak posiadamy wiecej doswiadczenia w opiece i wiele rzeczy mozemy zrobic sami - niemniej ważniejsze było dla nas cos innego. Klacz była niewidoma i cierpiała na niezdiagnozowaną chorobę - miewała napady podobne do padaczki. Uznalismy, ze lepsze dla klaczy będzie, jeśli pomozemy finansowo w jej utrzymaniu i opłacimy leczenie (mimo, iz zgodnie z umową koszta te należały do rodziny adopcyjnej). Moglismy jej zapewnic to wszystko, ale na pewno nie bylibyśmy w stanie dać jej tyle serca, ile dawała jej ta rodzina, choćby z tak prozaicznych powodów jak duza ilość koni pod nasza opieką czy wieczny brak czasu. Klacz dozyła swoich dni właśnie wsród kochających ją ludzi i tam odeszła. I według to nas była to jedna z piękniejszych adopcji. Oczywiscie rodzina adopcyjna nic nie płaciła za adopcje klaczy. Niedawno jeden z naszych koni kolkował - koń jest w adopcji u rodziny na zasadach "wsparcia" - został przekazany bezpłatnie (nie każda adopcja niesie ze sobą kaucję) dla dziewczynek chorych na mukowiscydoze, do terapii emocjonalnej. Fundacja również pokryła koszt transportu na drugi koniec Polski. Ze względu na specyfike adopcji od razu zaproponowalismy, iż pokryjemy koszt leczenia i ewentualnej kliniki. Czasem ważniejsze jest, aby osoba decydująca nie musiała myśleć o kosztach i myslała wyłącznie o tym, co jest najlepsze dla konia. Gwarancja pokrycia kosztów przez nas dała nam pewność, ze choć nas tam nie ma - weterynarz zrobi wszystko, aby konia uratować. Tak też sie stało.    Dzis nadal stale wpieramy niektóre konie w adopcjach. Pomagamy w leczeniu i utrzymaniu. Jednak staramy sie to robić w sytuacjach kryzysowych wyłącznie, lub kiedy lepszym wyjsciem dla konia jest pozostanie w rodzinie adopcyjnej na naszym utrzymaniu niz odebranie konia.   

Fundacja przekazuje konie również bezpłatnie. Wszelkie osrodki hipoterapii i rehabilitacji - otrzymują od nas konie bezpłatnie. W wiekszości przypadków pokrywamy również koszt transportu konia na miejsce. Warunkiem jest to, ze koń pomaga dzieciom BEZPŁANIE. Standartem jest to, ze nasze konie nie zarabiają - ani an siebie, ani na opiekuna. Rodziny wielodzietne, w których wiemy ze koniowi paszy nie zabraknie - również otrzymują konie nieodpłatnie, Jesli wystosują odpowiednie pismo do fundacji. Bywa, ze zamiast 1000 zł - otrzymujemy ekwiwalent w postaci owsa lub witamin, leków.

Poza tym stara prawda mówi, ze to, co dostanie za darmo, nie cieszy sie naszym, szacunkiem. Kiedy z poczatku przekazywalismy konie za darmo, czesto brane były bezmyślnie. Ktoś brał i oddawał po paru tygodniach. Byało, ze ktos dzwonił i kazał nam przyjechac po koniach, bo jednak nie chce mieć konia, albo chce innego. Zgodnie z umowa - musiał go sam przetransportować do stajni fundacji. Ale mysl, ze ten kon ma pozostać jeden dzień dłuzej pod opieką danej osoby sprawiałą Te konie juz dość doswiadczyły ludzkiej obojętności, aby ktoś brał je bez swiadomości, jak poważna jest jego decyzja.  

Niektóre fundacje przekazując konia nieodpłatnie w adopcje zastrzegają sobie w zamian mozliwość odebrania konia w dowolnym momencie. Uznaliśmy, iż ta forma również nie jest nam bliska, gdyż są dwie strony medalu. Końska i ludzka. Ludzie przywiazują sie do koni adopcyjnych. Fundacja nie moze miec prawa odebrać konia bez lkonkretnego powodu. Wybraliśmy wiec kompromis. U nas mozna odebrać konia wylacznie w wyniku lamania warunkow umowy lub zaniedbania konia. 

 

Czy fundacja prowadzi hotel dla koni ?

Ze względów organizacyjnych fundacja nie prowadzi hotelu dla koni. 

 

Czy fundacja wspiera inne organizacje ? 

Tak. W miare naszych możliwosci staramy się wspierać finansowo lub rzeczowo inne organizacje. Nieodpłatnie przekazujemy konie w adopcje do rehabilitacji osób niepełnosprawnych (min Dom Pomocy Społecznej Caritas, Fundacja Ducha, Ośrodek Rehabilitacji Konnej Czeszewo, osrodek Marka Kotańskiego i wiele innych). Przekazujemy pasze, leki, pomagamy w leczeniu koni (Margot Styowarzyszenie na Rzecz Aktywnej Rehabilitacji osób z Uposledzeniem Umysłowym, klacz Arkadia). W ramach wspolpracy z Fundacją Dziecięca Fantazja z Warszawy przekazujemy konie nieuleczalnie chorym dzieciom. Udzielmy swojego OPP dla innych organizacji które mogą w ten sposób zebrać dla siebie 1 procent podatku. Wsparcie finansowe przekazywaliśmy Tej Fajnej Fundacji (hipoterapia), Stowarzyszeniu Margot (hipoterapia), OHP, Fundacji Nasza Szkapa (konie), Towarzystwo Animals i wiele innych.    

Staramy się wspierać stałe organizacje, aby ta pomoc miała sens długofalowy, niemniej jeśli jestesmy w stanie - pomagamy również w sytuacjach kryzysowych jednorazowo.  

Czy fundacja sprzedaje konie ?

Fundacja nie sprzedaje, i nie przekazuje koni na własność. Każdy koń, który znajdzie się na liście koni wykupionych / przejętych przez Fundacje - otrzymuje dozywocie jako jej własność i ma zapewnioną dozywotnią opiekę / kontrolę tej opieki.  

Kto jest Państwa weterynarzem ?

Od samego poczatku zwierzakami Fundacji Centaurus opiekuje się lek wet Krzysztof Kmiecik z Wrocławia. Wspaniały człowiek, i prawdziwy specjalista, weterynarz z powołania i pasjonata. 

Jakie działania na rzecz dzieci prowadzicie ?

Mamy na swoim koncie warsztaty dla dzieci i młodzieży niewidomej oraz autystycznej.Organizowaliśmy warsztaty terapii zajęciowej (cyrkowe ferie) dla dzieci ze swietlic środowiskowych. Rok rocznie organzujemy grupy wolontariackie w naszym ośrodku, organizujemy zajęcia dla dzieci i młodzieży w weekendy. Na stałe współpracujemy z Ohotniczym Hufcem Pracy - ferie i pobyty edukacyjno - zajęciowe w Fundacji finansowane ze srodków fundacji.Prowadzimy kampanie, akcje i zajęcia edukacyjne dla dzieci i młodzieży ze szkół w całej Polsce.

Wszelkie działania tego typu prowadzone są oczywiście nieodpłatnie. 

 

Gdzie prowadzicie Państwo hipoterapie ? Czy moje dziecko może wziąć w niej udział i czy jest odpłatne ?

Przyjęliśmy sobie za główny cel szeroko pojęte finansowanie hipoterapii. Nie chcemy być kolejnym ośrodkiem, któy będzie prowadził u siebie zajęcia  z hipoterapii, bo takich osrodków jest już sporo. W wiekszości z nich brakuje jednak funduszy i bazy - czyli "koni terapeutów". Zakup konia przerasta niejednokrotnie możliwości takiego osrodka. Tym bardziej że współpracę podejmujemy z ośrodkami, które prowadzą hipoterapię bezpłatnie. Takie miejsca finansuje PEFRON - i wbrew obiegowym opiniom, nie są to kokosy, gdyż PEFRON finansuje jedynie pensje (i to pensje ktorych trudno pozazdrościć!) specjalistów oraz częsciowo zwrot kosztów funkcjonowania osrodka. Zakup koni, ich szkolenie, sprzęt do hipoterapii, pasza dla koni - rto ogromne koszta, ale musi je pokryć ośrodek samodzielnie. W wielu przypadkach, które znamy, terapeuci przekazują te srodki z własnych pensji. To bardzo utrudnia funkcjonowanie ośrodka, i w wielu osrodkach w Polsce w hipoetrapii pracują konie któe mają ok 20 lat - a przecież jest to wiek, w którym koń powinien iść juz na emeryture po latach pracy na rzecz człowieka!  

Jak wygląda dzień w stajni ?

Zależy to od pory roku. Zimą stajnia budzi sie nieco później. Latem około 5tej rano. To dobry moment aby odpaśc konie i wypuścić na padok, pościelić słomą i dorzucic siano do boksów. Około godziny 10tej w okresie letnim temperatura robi sie nie do zniesienia i nie da się pracować - konie ze względu na upał również wracaja do stajni, aby wyjść ponownie na padok ok godziny 17stej - 18stej. 

Czy dużo czasu spędzacie w podróży ?

Taka forma działalności wiąże się z ciągłym przemieszczaniem sie. Wyjazd po konia, kontrole koni znajdujących się w adopcjach, wyjazd na festyn, organizowaną przez nas imprezę charytatywną, czasem spotkanie ze sponsorem bądź mediami na drugim końcu Polski. Bywa, że w drdze spędzamy kilka dni, na początku bywało, że nawet kilkanaśce. Dzis staramy się ograniczać wyjazdy. Większość z nas ma swoją pracę i nie jesteśmy w stanie kontynuować takiego trybu życia nieustannie. Niemniej z nostalgią wspominamy czasem okres w naszej działalności, gdzie po przejechaniu 1000 kilometrów z przyczepą z koniem staliśmy na stacji benzynowej BP, bo do celu zostało jeszcze 80 km - i widok stacji benzynowej i dwupasmówki, które unosiły sie w powietrzu i zwijały w rulonik, a po szybie wspinały się zielone ludziki - oto co zmęczenie potrafi uczynić z umysłem! Raz po nieustannej jeździe kilkumastu godzin z bardzo chora Lizą, minelismy własną stajnie i zajechalismy ponad 100 km za daleko. Zorientowaliśmy sie dopiero, kiedy na stacji zaczelismy dociekac gdzie jestesmy. Lize właśnie odbieralismy znad morza, była w tak tragicznym stanie, ze nie było czasu na stanie i nocleg, ani na szukanie pomocy i drugiego kierowcy. Dziś już nie jeździmy takich tras jak kiedys - dziś zaraz po zmroku robimy się senni i staramy się dalej nie jechac. Staramy sie również tak prowadzic działalność, aby móc opłacic transport.   

 

Najbardziej kuriozalna sytuacja.. 

Pewnej zimy rozesłaliśmy podziekowania za wsparcia wraz z kilkoma źdźbłami siana pod obrus i życzeniami na Boże Narodzenie. Otrzymalismy wiele wzjemności, w jednym tylko liście znaleźlismy bardzo ostre słowa, które nas mocno zastanowiły. Otóz pewna Pani opdisała, ze nie życzy sobie, aby jej pieniadze marnowane były znaczki pocztowe, a tym bardziej, abyśmy odbierali koniom siano od pyska i rozsyłali ludziom po całej Polsce. Był to jeden jedyny taki list w całej naszej "karierze", ale zapadł nam w pamięć, bo jest w tym jakaś logika. Najczęściej jednak otrzymujemy telefony z prośbą o przeslanie zdjęcia, ludzie się upominają o mejla z informacją, o przesłanie pocztą filmu z uratowanym koniem, który teraz rehabilituje dzieci. I wysyłamy. Bo działalność fundacji ma dwie strony. Pomagamy. Ale pomagamy tylko i wyłącznie dzięki tym, którzy wspierają naszą działalność. I z reguły te osoby chcą wiedzieć na co zostały przeznaczone przekazane nam środki. Dopiero latem 2009 jestesmy w stanie uruchomić machinę, któa co kilka miesięcy będzie przesyłać naszym sponsorom informacje co, gdzie jak. Ze względów finansowych wcześniej nie było takiej możliwości. W miare rozwoju fundacji, zyskalismy sponsora na wydrukowanie folderów i na koperty, pozostaje więc jedynie praca kilka nocy z rzędu i koszt zakupu znaczków. Bardzo często radość jest nieopisana, kiedy ktos po drugiej strponie zobaczy zdjęcie ocalonego konia przytulonego do dziecka. Więc myślimy, ze warto poświęcic te kilka nocy.     

Kto Państwa finansuje ?

Finansują nas darczyńcy z całej Polski i spoza jej granic. Wspiera nas wiele firm i instytucji. To wszystko jest jednak możliwe dzięki wsparciu mediów. Głównie TVP2, telewizji regionalnych (wrocław, warszawa) i Gazety Wyborczej w wielu miastach Polski, Głosu Wielkopolskiego czy Gazety Wrocławskiej. 

Czy macie czas na życie prywatne ?

Dla większości z nas fundacja stała sie zyciem prywatnym, i odwrotnie. Mamy to szczęście, że mamy jeszcze rodziny i własne prace zawodowe - musimy się czasem oderwać..

Czy nie spotykacie się Państwo ze sprzeciwem w kwestii kierowania na hipoterapie koni wykupywanych od rzeźni ?

Bywa z tym różnie. Wiele osób nie orientuje się, jak wygląda sytuiacja w stajniach (stodołach) handlarzy. Pokutuje wyobrażenie, ze na rzeź wysyłane są wyłacznie konie chore, stare lub kalekie, albo z narowistym charakterem, agresywne, nerwowe. Ogólem takie, które nie nadaja się do zwykłego uzytkowania. Tym czasem już od wielu, wielu lat hoduje się konie z przeznaczeniem na rzeź - na to ukierunkowana jest wtedy cała hodowla. To tylko jedna zmiana. Druga zaś wiąże się z obecną sytuacją na rynku - kon stał sie zwierzęciem niedrogim. Nadal drogie jest jego utrzymanie, hotele dla koni siegają już 500 - 600 zł miesięcznie i jest to cena "normalna". Drogie jest leczenie konia i cała opieka weterynaryjna, nie mówiąc już o sporcie, który jest zajęciem ekskluzywnym i wymaga bardzo duzych nakładów. Kupno konia nie jest natomiast ponad siły - dziś można zdrowego, dobrego konia zakupic za cenę ok 2500 - 3000 zł. Oczywiście trzeba wiedzieć gdzie szukać, bo typowe hodowle nastawione na klienta z miasta nadal oferują konie po cenach od 5 - 10 tyś zł w górę. U handlarzy stoją dzis młode, zdrowe konie, bardzo często z bardzo dobrymi papierami - i jadą na rzeź. Niejednokrotnie nie mają uszczerbków na zdrowiu i dobry charakter, bywa, że chwile temu startowały w zawodach, ale zabrakło pieniedzy i trzeba było natychmiast konia sprzedać. Kto kupi konia szybko ? Wiadomo, tylko handlarz. A coraz wiecej osób musi szybko sprzedać - lub sprzedać w ogole. Sprzedac dzis konia jest zas sztuką, bo rynek przy tych cenach jest mocno przesycony.

Tak wiec oczywiscie zgadzamy sie z tym, ze konie tzw "po przejsciach", chore i kalekie nie powinny brac udziału w typowej hipoterapii. Nie ma w tej kwestii wątpliwości. Niemniej dziś u handlarzy stoja konie zdrowe, grzeczne i młode - po co wiec wydawac 5 czy 10 tys zł u hodowcy, jeśli mozna tak samo dobrego konia zakupić u handlarza ? Przy czym mozemy polaczyc dwie rzeczy - kiedy kupujemy konia ktory przeznaczony byl na rzez, a jest zdrowy i ma dobry charakter - przekazujemy go do hipoterapii. Nie przestajemy natomiast nad nim czuwac - nasze konie nie pracuja ponad sily, pracuja wylacznie nieodplatnie, maja zapewniona doskonala opieke weterynaryjna, dobre pasze i stałe wybiegi, maja rowniez weekendy i wakacje.      

Kiedy połączyliscie konie z dziećmi ?

Jeszcze we Wrocławiu, kiedy założlismy stajnie - kuratorium zaczęło przysyłać dzieciaki do pomocy. Wiele z nich do tej pory jest z nami. Zobaczyliśmy terapeutyczny, wspaniały wpływ kontaktu z koniem - nie tylko typowej hipoterapii. Dzięki takiej formie pracy dzieciaki unikały zakładów poprawczych, uczyły się odpowiedzialności, uczyły sie jak nie mysleć wyłącznie o sobie. Potem wysuwały ewłasne inicjawtywy, budowały pewność siebie i włąsny świat w oparciu o to, co spotkało je u nas. Potem dołączyliśmy inne formy terapii - pojawiły sie psy, zaczeliśmy współpracować ze Stowarzyszeniem Przestrzeń, któe zajmowało sie cyrkiem. Jeszcze we Wrcoławiu, tuż przy stajni, stanął wielki, biały namiot cyrkowy. Organizowaliśmy tam warsztaty dla dzieci i młodziezy zagrożonych marginalizacją. Czesc dzieciakow trzeba było ubrać, kupić karte do telefonu, ciepłe buty, cos do jedzenia. Nie bylismy organem kontrolnym ani donosicielskim - staralismy sie zrobi cos pozytywnego, pomoc. Czesc przychodziła do nas po prostu pobyc z konmi, z ludzmi, ktorzy maja jakies pasje, posprzatac stajnie, albo spotkac sie poczuc, ze jest wspolny temat, ze mogą się realizować.

Dzis mamy za sobą szeregi warsztatów dla dzieci, łanuch ferii i wakacji, które organizowaliśmy dla dzieci. 

Pytalismy niejednokrotnie kiedys, dlaczego dzieci dopiero u nas odkryły konie. Okazywało sie, ze bariera były zwyczajnie pieniadze - hipoterapia, jazda konna - to bardzo drogie rzeczy. Wkoło pełno stajni, ośrodków - ale nikt nie robi tego za darmo, bo konie trzeba utrzymać. I nie ma w tym nic dziwnego. Hipoterapia nie jest zwykle refinansowana. Jesli na godzine jazdy konnej trzeba wydac ok 50 zl, a na godzine hipoterapii nawet 100 zl - malo kto moze sobie pozwolic na takie zajecia. Postanowilismy wiec, ze moze pomozemy wlasnie w tym kierunku, zamiast tworzyc kolejny osrodek, ktory pomoze tylko kilku dzieciakom - bo jesli sami zajmiemy sie praca bezposrednio przy tym wlasnie temacie, byc moze zatrudnimy jednego terapeute, i na tym zakonczymy pomoc. Moze wreszcie warto, aby kto pomogl w finansowaniu tego wszystkiego. I to wlasnie obralismy sobie za cel. Wybranie kilku osrodków hipoterapeutycznych, zajmujacych sie dogoterapia - i wsparcie finansowe. W zamian te osrodki oferuja nieodplatnie hipoterapie, jazde konna czy kontakt z koniem Również dogoterapie.  

 Gdzie i jak poszukujecie Państwo sponsorów ?

Głównie w mediach i poprzez witrynę internetową. Tu nie ma miejsca na odpoczynek. Każdy dzień to nowe wyzwania, a im więcej osob wie o Tobie, tym więcej osób zwraca sie z prośbą o pomoc. A to pociąga za sobą więcej wydatków, bo nie po to działamy, aby odmawiać.  

Czy działacie Państwo poza granicami kraju ?

Tak. Staramy się poszerzać naszą działalność coraz bardziej. 

 Czy korzystacie Państwo z dotacji unijnych ?

Nie. W tej chwili jestesmy w fazie przygotowywania kilka projektów, niemniej wymaga to bardzo duzo poswieconego czasu i specjalistycznego przgotowania, a takze wlasnego osrodka. 

Czy rynek organizacji pozarządowych jest również rynkiem konkurencji ?

I tak, i nie. Wiele organizacji ze sobą wspolpracuje, ale wiele rowniez konkuruje. Odkrylismy to calkiem niedawno - bylismy przekonani, ze jest to srodowisko, ktore ze soba wspolpracuje. Niemniej na zwykłą logike, nawet dla pasjonata wazne jest, aby przetrwal. Musi umiec znalezc fundusze i popracie dla swojej organizacji, aby dalej istniec i moc wtedy wspolpracowac z innymi. Najczesciej wiec wspolpracuja ze soba fundacje z odmiennych dziedzin. Niemniej wspolne akcje zdarzaja sie, i bywa, ze fundacje goraco sie popieraja we wsplnych sprawach, jak dobro zwierzat np. Nie nalezy zapomniac jednak, ze fundacjami kieruja ludzie - tak samo malutką, polską fundacją, jak i potezna, miedzynarodową. I tu i tam - mamy do czynienia z czynnikiem ludzkim i trzeba brac to pod uwage.   

Dlaczego konie adopcyjne nie mogą na siebie zarabiać ?

Wychodzimy z załozenia, ze nasze konie nie po to sa finansowane przez spoleczenstwo, aby musialy potem na kogs zarabioac. teoretycznie dopuszczalne by bylo, aby kon zarobil wylacznie na wlasne utrzymanie - ok 300 zl miesiecznie. Niemniej my nie jestesmy w stanie kontrolowac, czy kon przepracowal 10 godzin po 30, czy tych godzin bylo 50. Dlatego umowa mowie jedno - zadnej pracy zarobkowej. Druga kwestia to konie rekreacyjne - niejednokrotnie znacznie gorzej niz "po handlarzu" wygladaja konie "po rekreacji". O tym sie nie mowi, bo nie jest wygodne - w koncu wielu z nas wlasnie na takich koniach uczy sie jezdzic, i wlasnie w takich szkolkach. Ale prawda jest taka, ze kiedy taki kon obwozi dziennie 5-10 osob, kilka dni w tygodniu. jego kregosłup w wieku lat parunastu jest w zasadzie ruiną, podobnie jak jego stawy. Z psychiką tez bywa roznie - u nas konie "po rekreacji" najczesciej unikaja ludzi i kontaktu z nimi. Oczywiscie nie zabronimy rekreacji w osrodkach - biznes jest biznes i to zbyt wielka machina. Ale mozemy chronic chociaz nasze konie i to wlasnie robimy. Jesli dowiadujemy sie, ze nasze konie pracuja odplatnie, konia z miejsca zabieramy. I mamy swoje sposoby, aby to sprawdzac.    

Na jakich zasadach przekazujecie Państwo konie do ośrodków hipoterapeutycznych ?

Na zasadzie adopcji - tylko i wylacznie. Obowiazuja wowczas te same zasady do rodziny adopcyjne. Jedyna roznica jest taka, ze konie sa wowczas zawsze przekazywane niedoplatnie. 

Od kiedy wasza Fundacja współpracujecie z OHP ?

Wspolpracujemy z OHP od 2008 roku. Finansujemy ich pobyty w okolicy naszego osrodka oraz organizujemy czas - ferie zimowe, letnie, czasem weekendowe.  

Czy Państwo Was dotuje ?

Nie. Państwo nie dotuje zadnej organizacji zajmującej się zwierzakami. 

Sami prowadzicie witryne internetową ?

Tak, sami prowdzimy witryne internetowa. Mamy swojego admina i kilka osob przygotowywujacych materialy na strone oraz prowadzaych galerie. te wszystkie prace, poza typowa administracja strony, wykonywane sa wolontariacko. Administracja zas wykonywana jest groszowe kwoty, gdyz admin jest milosnikiem koni (przynajmniej od kiedy z nami pracuje;-). 

Czy promujecie wegetarianizm i jestescie wegetarianami ?

Nie jestesmy z zalozenia wegetarianami. Czesc z nas nie jada miesa, czesc nie jada ryb, czesc jada wszystko. Nie jestesmy grupą "zielonych" i stawiamy takich warunkow naszym czlonkom - choc faktycznie, kilka osób od nas trzyma sie zasad wegetarianizmu od wielu lat. Sprzeciwiamy sie zabijaniu bez celu, zabijaniu w sposob niehumanitarny i złemu traktowaniu zwierząt.  

Kto was wspiera ?

 

Co to są wirtualne adopcje ?

 

Jakie mieliście najgorsze przypadki jesli chodzi o konie ?

 

Jakie były najpiekniejsze chwile w Centaurusie ?

W Polsce jest obiegow opinia, że Fundacje zbijają na swojej działalności ogromne pieniądze, czy to prawda ? 

(śmiech)

Każdemu kto wierzy, że Fundacja to tłuczenie kokosów - polecamy po prostu założyć sobie taką Fundację i tłuc te kokosy. "Zazdrościsz busa do przewozu dzieciaków na wakacje ? Załoz sobie fundacje, to też bedziesz takim jeździł" - tak skomentował nasz znajomy prowadzący fundacje na rzecz, kiedy jeden z obserwatorów na festynie dla dzieci podszedł i stwierdził, ze fundacja dorobiła sie na cudzym nieszczęściu i dzieci mogą jeździć pociągiem. Po co bus. My w pierwszej fazie korzystalismy z auta naszych rodziców - wsród pojazdów znalazł sie wiec i w miare nowy Ford Fusion, ale również prawie 30 letni rozpadający się Mercedes camper. Największe zadowolenie było, kiedy uzywaliśmy oczywiscie mercedesa -kiedygdzies jezdziliśmy fordem, pojawiały się różniste komentarze, z reguły twierdzące, ze fundacja przezruca ogromne kwoty i fundatorzy kupują sobie prywatnie dobre auta. O ironio,raty za te auta płaciły prywatnie nasze rodziny, podobnie jak one pokrywały wiekszość kosztów eksploatacji, bo fundacje zwyczajnie nie było na to stać. 

W Polsce to chyba jeszcze kwestia mentalności. Panuje atmosfera zaduchu, zawiści i zazdrości, lecz trudno powiedzieć, czy to wynik niskiego poziomu życia w Polsce i problemów ekonomicznych. Przecież to nie wyjaśnia, dlaczego Polakowi lepiej sie chodzi, kiedy sąsiad złamie noge. I dlaczego zawsze czujemy sie lpeiej, kiedy komus obok cos sie nie uda. Mysle, ze polskie spoleczenstwo nadal zbyt malo koncentruje sie na sobie i na pracy nad sobą, a bardzo uwaza, ze wiele rzeczy sie nalezy przy tym patrząc uważnie co mają inni - oby tylko nie mieli wiecej niz my, wtedy jestesmy szczesliwi. Oczywiscie nie dotyczy to wszystkich, ale ja osobiscie wolalabymm, aby fundacje jezdzily dobrymi autami, co pomoze im sprawnie dzialac. Z mercedesem spedzalismy czasem wiele dni w warsztacie nie mogac sie ruszyc, ani pracowac. Potrafil stanac 800 km od naszego osrodka i ani rusz dalej! Holowanie bylo znacznie drozsze niz miesieczna rata za nowego busa. Wiec pytanie, czy tu rzeczywiscie chodzi o pieniadze, czy po prostu o zazdrosc.

W raporcie polityki nt 1 proc podatku pojawił sie tekst informacyjny nt tego, które fundacje ile przeznaczaja na pensje pracownicze. Fundacja "Mimo Wszystko" Anny Dymnej przekazywała całkiem sporo - ale nalzało doczytac do konca artykułu. Przekonywał mnie bardzo argument kadry, że przeciez nie mozna powierzyc budowy osrodka za 24 mln wolontariuszowi! Do tego trzeba zatrudnic specjalistę. A Ci kosztują. U nas wiele osób domagało się, aby terapie prowadzili terpeuci wolontariacko. Takich nie ma - każdy musi z czegos życ. Dzis wturujemy za Anna Dymną - spejcalista musi byc. Łatow jest krytykować i wymagać, ale kiedy mielibysmy powierzyc pod opiekę terapeuty własne ukochane dziecko - z pewnością każdy z nas chciałby, aby był to wysokiej klasy specjalista, a nie przypadkowy wolontariusz, który akurat zgodził się popracować za darmo.     

Jakie koszta wiążą się z utrzymaniem fundacji ?

Poza zwykłym utrzymaniem koni i zakupem stałych leków dla nich, zapewniem opieki weterynaryjnej (tj wydatek ok 10 -15 tys zł miesięcznie minimum) musimy zapewnic fundacji funkcjonowanie. Do lamusa odłożyliśmy opieranie fundacji na samym wolontariacie. Choc z początku wiele osób mogło nam poświęcić troche czasu, nie wyobrażamy sobie wolontariackiego leczenia czy opieki nad końmi. Tym musza zajmować sie specjalisci. Należy pamiętać, ze wolontariusz jest osobą, która nie odpowie nam za brak wypełnienia zadań - zawsze może powiedzieć "robię to wolontariacko, wiec nie mozecie niczego ode mnie wymagać". Jeśli pracownik wykona cos inaczej niz powinien, rzeczą oczywistą jest, że musi to naprawic bądź odpowie za to finansowo. nad wolontariuszem z reguły wisi wyłazcnie jego sumienie - nie mozemy uzależniać koni od sumienia wolontariusza. Ponadto to praca na pełen etat. Latem chętnych nie brakuje, ale przy koniach trzeba być cały rok. Nie raz trzeba wstawać w nocy i np lonżować do rana, albo podnosić przez kilka dni. Tego nie mozna powierzyć przypadkowej osobie, która byc moze się spisze, być moze przyjdzie, być moze sobie poradzi. Potrzebne są stałe osoby do promowania działalności fundacji. Potrzebni są wykwalifikowani terapeuci. Stara prawda - płacisz, wymagasz. Należy pamiętać, ze wolontariusz "może", ale nie "musi". A to zasadnicza różnica.  

Co sie zmieniło u Was przez te 3 lata w podejsciu do koni ?

Dobrych pare lat temu bylismy pasjonatami w zupełnie innym tego słowa znaczeniu. Zakładajac fundacje bylismy przekonani, że ta machina sama będzie jechać, a my bedzie nia jedynie sterować i nasze zycie za bardzo sie nie zmieni. Nic bardziej mylnego. I tak jak kiedyś każdy z nas piszczał na widok konia, i chciało się jeździć, jeździć, i jeździć.. tak dziś siodła leżą zakurzone, a my juz nie piszczymy. Chyba zmienił sie priorytety, a i nasza pasja zrobiła się dojrzalsza.

Po kilku latach walki w stajni, walki o sponsorów, o kazdy kolejny dzień, walki o kazde zycie, zawalonych nocach i przespanych za kierownicą weekendach - chyba dotarlismy w zupełnie inny punkt. Dziś prowadzenie fundacji i opieka nad końmi (robimy to głownie sami) to juz nie dzika radość, a przede wszystkim poczucie ogromnej odpowiedzialności. Wiele osób dziwi się, ze mając tyle zdrowych koni - my nie jeździmy, a siodła leżą zakurzone w siodlarni. Szafki z lekami i książki ze specjalistyczną wiedzą zajmują więcej miejsca niż akcesoria jeździeckie. Czasem, od niedzieli, zdarzy nam sie pojechać do lasu na spacer z koniem, ale to juz nie ten zryw serca co kiedys. Byc moze nastąpił przesyt, a być moze za dużo widzielismy co potrafią uczynić koniom ludzie jezdzac na nich - i bywa, ze trzesiemy sie nad nimi jak na dziećmi, a najwiekszą przyjemnością jest wypuscic rano całe stado na pastwisko i obswerwować, jak sie bawią, ganiają, albo skubią trawę. Czasem jakis podejdzie do płotu, popatrzy, da sie pogłaskać, i wraca do swoich. Az zal zaklocac te ich namiastke dzikosci jakims siodłem :-)     

Czy zarząd pełni swoje funkcje honorowo ?

Wszelkie funkcje zwiazane z pełnieniem funkcji w Zarządzie Fundacji Centaurus od początku jej istnienia pełnione są wyłącznie honorow, czyli nie wiąże się to z wypłacaniem wynagrodzenia ani innych profitów z tego tytułu. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zmieniony: Czwartek, 18 Czerwiec 2009 13:49