
Kuba to kilkuletni wałach - ile ma lat dokładnie, właściciel niestety nie wie. Wersji było kilka, żadna nie była dla Nas szczególnie wiarygodna, bo zmieniały się, co parę dni. Tak naprawdę nie przyjechaliśmy nawet zobaczyć konia, tylko "konio - krowę". Tak zwierze zostało zaanonsowane przez właściciela. O ile nie pierwszy raz jechaliśmy w podobne miejsce, pierwszy raz widzieliśmy w oczach właściciela tak ogromną odrazę, kiedy spoglądał na swojego utytłanego w gnoju zwierzaka. Przez całe Nasze spotkanie ani razu nie dotknął Kubusia twierdząc, iż to obrzydliwe tarzać się we własnych odchodach (pozostawiamy to bez komentarza). Kubuś stał w kącie boksu (a raczej ciemnego korytarza, bardzo wąskiego, który - nie wiadomo dlaczego - właściciel określał mianem boksu..) i obserwował ścianę. Czasem podskubywał siano, ale ani razu nie odwrócił się w Naszą stronę. W pewnym momencie właściciel wziął w ręce starą brudną deskę która stała oparta tuż obok (jakby czekała w pogotowiu na takie okazje) i z całej siły uderzył konia w zad wykrzykując różne epitety nakazywał koniowi się odwrócić żeby się pokazać. Kuba tylko zakwiczał, cały zadrżał i stał dalej tak, jak stał. Najpewniej nie pierwszy raz właściciel zastosował deskę wobec niego. Niestety, nie mogliśmy pokazać, iż poczuliśmy to uderzenie równie mocno jak Kubuś. Natychmiast zostalibyśmy wyrzuceni ze stajni. Musieliśmy stać, patrzeć i kiwać głową. Nigdy jeszcze nie czuliśmy się tak bezradni i nie było Nam tak wstyd za bycie człowiekiem. Kubuś nie widział w Nas tego dnia ratunku, ale kolejnych oprawców, którzy nie niosą zbawienia, a jedynie przyszli popatrzeć na jego cierpienie. Z trudem powstrzymywaliśmy się, aby nie pogładzić go po głowie i nie powiedzieć cicho "będzie dobrze, zabierzemy Cię, wytrzymaj jeszcze parę dni".
Właściciel wyznaczył termin - 29 kwietnia. Musimy się stawić do tej pory z kwotą 3700 zł. Taka cenę udało Nam się wynegocjować.
Kuba musi znosić w milczeniu ludzkie okrucieństwo. Został kupiony jako już dorosły koń, dla syna właściciela, i podobnie jak Mefisto miał odnosić sukcesy w sporcie pod synem właściciela. Niestety, z czasem okazało się, że Kubuś ma tendencje do kulawizny, nie lubi skakać, nie wygląda również jak koń ujeżdżeniowy. Przestał więc być użyteczny i stał się darmozjadem. Z boksu został przeniesiony do korytarza (bo na boks tak brzydki koń nie zasługuje) i teraz nawet na siebie nie zarabia, bo "jest taki brzydki, ze boją się go dzieci".
O Kubę walczymy już prawie miesiąc. Tyle czasu zajęło Nam poszukiwanie argumentu aby wejść do stajni. Jest to jedna z najtrudniejszych Naszych interwencji, bo nie wolno Nam okazać Kubie, że nie jest już sam. Musieliśmy stać i patrzeć na jego smutne spojrzenie zwrócone w ścianę, na jego głowę kołyszącą się i coraz wpadającą w gnój. Kubuś jest wycieńczony psychicznie. Nie jest ani piękny, ani zdrowy, nie ma lśniącej sierści, pięknych oczu, wspaniałej grzywy. Ma krzywe krótkie i nieproporcjonalne nóżki, mętne spojrzenie, rzadką grzywę i chudą szyję, a do tego wszystkiego na szyi osadzona jest nieforemna głowa. Kubusia nie można nie pokochać. Choć on w to nie wierzy. Zdaje sobie sprawę, iż jest w pełni skazany na swojego bezmyślnego, okrutnego właściciela i nie wie, że dzięki dwóm młodym dziewczynom, które zgłosiły do nas cała sprawę, jego los może się odmienić.
Prosimy, pomóżcie Nam zabrać Kubusia z tego miejsca. Dajmy mu urok zielonych pastwisk, wygodę obszernego boksu, pełną miskę owsa, towarzystwo innych koni i pewność, że nie musi nic robić, aby mieć prawo żyć.
I prosimy - nie pozostawajcie obojętni na cierpienie. Dzięki Dorocie i Kaji Kubuś może dostać szanse na nowe życie. Gdyby nie ich gotowość działania, Kubuś zapewne odszedłby któregoś dnia uderzony deską po raz kolejny. Odszedłby cicho, bez żalu, w boksie usłanym gnojem, patrząc na pusty żłób i wiadro, w którym rzadko chlustała woda. Nikt by nie zapłakał, nikt by go nie wspomniał. Cały ogrom jego cierpienia nie byłby przez nikogo zauważony. I pewnie można by wtedy powiedzieć, że Kubuś żył wyłącznie dla ludzkiej potrzeby sprawiania bólu, a kiedy ból stał się nie do wytrzymania - odszedł. Innego celu w życiu nie miał. Nie pozwólmy, aby takie zakończenie miało miejsce.
Pomóżcie Nam dać szanse Kubie. Mamy zaledwie kilka dni.
Tak właśnie wyglądała aukcja na rzecz Kubusia na allegro. Kubuś to starszy już wilkiem wałach konika polskiego. Niestety nie mogliśmy nasunąć cienia wątpliwości, że konik którego ratujemy to właśnie on - właściciel od razu Nas uprzedził, że zna allegro i jeśli tylko zobaczy podobną aukcję na rzecz swojego konia, z miejsca sprzedaje go do rzeźni i nie czeka na Nas. Ze względu więc za dobro i życie konia, byliśmy zmuszeni wprowadzić w błąd wszystkich Allegrowiczów - za co bardzo przepraszamy i prosimy o wyrozumiałość. Wszystkie informacje podane nt. Kubusia są prawdziwe, poza fotografią - Kubuś jest.. myszaty. Na środku ma długa czarną pręgę. Nie da się go nadal spokojnie pogłaskać, kopie i gryzie, ale myślimy, że gdzieś w głębi duszy wie, że nic mu już nie grozi, że nikt nie zrobi mu krzywdy. Zdaje się jednak, że czujny pozostanie do końca swoich dni. I nikt z Nas nie będzie go za to winił. Wina bowiem leży nie po jego stronie..
Ponieważ przedstawiamy zdjęcia Kubusia wykonane w nocy, kiedy został dowieziony do nowej stajni, a także zdjęcia osób, które obecnie się Nim zajmują, mogą być nieco słabej jakości, ale obiecujemy niedługo dołączyć nowe fotografie.