
Mefisto to około roczny, gniady ogierek. Około - ponieważ właściciel sam
nie wie, ile lat koń ma. Mówi, że "nie zwrócił uwagi, kiedy to się
urodziło". Konik miał być potem prezentem dla 9 letniego syna właściciela,
który w przyszłości miał zostać wielkim hodowcą i zarobić fortunę. Ale jak
to w życiu bywa, plany się zmieniają i Mefisto zamiast być pożytecznym
źródłem kodu genetycznego stał się niepotrzebnym kawałkiem mięsa, który
dodatkowo wymaga takich czynności jak karmienie, pojenie, wypuszczanie, a
czasem pogłaskanie. Kiedy słuchaliśmy jak właściciel o tym opowiadał,
mieliśmy wrażenie, że naprawdę był oburzony, ze koń aż tyle chce, aby móc
żyć.
Mefisto nie ma imienia. Nigdy go nie otrzymał. Nazwaliśmy go tak na potrzeby
tej akcji, bo to imię od razu Nam się do niego dopasowało. To jego pierwsze,
własne imię. Nie jest koniem szczególnie zaniedbanym, nie ma ukrytych wad,
nie jest kontuzjowany.
Mefi ma jednak zranione to, co najbardziej boli każda istotę - można to
nazwać duszą lub psychiką. W pewnym sensie ten młodziutki ogierek przeszedł
znacznie gorsze piekło niż Sorbona czy Gerda - jeszcze nigdy nie widzieliśmy
konia o tak przerażonych oczach na widok ludzkiej ręki - która przecież
powinna pogłaskać. Myślimy, ze ona do tej pory nie głaskała. Ona biła. Mefi
jest bardzo ładny, ale nie daje się dotknąć. Kopie, gryzie, rzuca się, ucieka
po okratowanym boksie w wielkiej panice, atakuje, zaś, kiedy już nie ma siły
dalej kręcić się w kółko - ucieka w kąt i kwiczy.
Ze względu na zmianę "planów hodowlanych" /dodatkowo okazało się "nagle", ze
ogier musi mieć licencje (!) aby moc kryć, co krzyżuje plany, bo Mefi
licencji nigdy nie otrzyma/ i ogromne zadłużenie - właściciel postanowił
sprzedać konia do stajni, w której koń zostanie utuczony jak prosiak i
sprzedany na targu koni rzeźnych /kiedy już będzie wyglądał jak mieszanka
konia pociągowego ze słoniem/. Z początku w ogóle nie chciał z Nami
rozmawiać. Informacje o Mefim dostaliśmy od osoby, która zna stajnie i
kwiczenie Mefiego ją bardzo zaniepokoiło, podobnie jak dziwni ludzie którzy
przychodzili oglądać Malucha. Zwróciła się do nas o pomoc, ale przez parę
dni NIC nie mogliśmy zrobić. Właściciel unikał Nas i wszystkiemu zaprzeczał.
Wreszcie udało nam się namówić go do rozmowy - usłyszeliśmy potok słów o
wielkiej miłości i przywiązaniu, a także o tym, jakie życie jest okrutne i
jak zmusza do tak drastycznych posunięć, kiedy to trzeba sprzedać na mięso
ukochanego konia /choć nie potrafił Nam wytłumaczyć, czemu ukochany koń był
wyraźnie bity/.
Mefisto to była Nasza najtrudniejsza, jak do tej pory, decyzja. Były setki
wątpliwości, nie było przecież pieniędzy, a konie trzeba utrzymać. My
jeszcze nie mieliśmy rejestracji.
Poszliśmy spać. A już dziś rano wiedzieliśmy, ze decyzja była błędna.
Wspomnienie tego biednego Malucha kwiczącego w boksie, z wielkimi,
przerażonymi oczyma - to była Nasza motywacja.
Ale przecież właśnie po to jesteśmy. świadomość, że jedna istota może
bezmyślnie decydować o losie innej, zupełnie bezradnej, która nie ma
zupełnie nic do powiedzenia na swój temat, jakby rzeczywiście nie znaczyła
więcej niż kawał żywego mięsa, którym można dowolnie rozporządzać, jakby
nie miał w ogóle uczuć, nie odczuwał bólu, nie potrzebował poczucia
bezpieczeństwa, troski.. ta świadomość sprawia, że czasem wbrew zdrowemu
rozsądkowi podejmuje się różne decyzje.
Życie Malucha Mefi warte było kwotę ogromną. Żaden z Naszych koni nie
kosztował aż tyle. Nigdy tez nie mieliśmy tak mało czasu. Dostaliśmy 7 dni -
ponoć potem miał się zjawić komornik i zając wszystkie obiekty. Mefi ma cały
majątek uratować przypłacając to własnym życiem, choć nikt go nie zapytał o
zdanie.
Dziś Mefi nadal boi się człowieka. Jest wobec Nas bardzo nieufny. Z boku
zerka, czy aby nie unosi się nad nim ludzka ręka. Wiemy, że będzie wymagał
mnóstwa pracy i wielu miesięcy, zanim stanie się bardziej ufny, choć zdajemy
sobie sprawę, ze być może pełnego zaufania nie odzyska nigdy.
Ale kiedy widzimy, jak w zamyśleniu obserwuje trawę, wiemy, ze w jego
młodziutkiej głowie wszystko zaczyna się zmieniać. I wiemy, ze na lepsze.
Mefisto poszukuje wirtualnego opiekuna.
Co słychać u Mefiego ? 13.10.2006
Mefisto to już całkiem inny koń. Spokojny, opanowany i ciekawy. Bez problemu daje się czyścić i prowadzić na uwiązie, dawny lęk przed człowiekiem zniknął.