518 569 487518 569 488
ZAMIAST FISKUSOWI, ODDAJ ZWIERZAKOWI!
  • Strona glówna
  • Fundacja
    • Statut Fundacji
    • Dokumenty
    • Referencje
    • Finanse
    • Media o nas
    • Nasze ośrodki
    • Działacze Centaurusa
  • Projekty
    • Hipoterapia
    • Felinoterapia
    • Dogoterapia
  • Sponsoring
    • Adopcje wirtualne
    • 1% podatku
    • PayPal
  • Zwierzaki
    • Były z nami
    • Konie do adopcji stacjonarnej
    • Konie do adopcji wirtualnej
  • Prawodawstwo
  • Konta bankowe
  • Współpraca
    • Przyjaciele
    • Wspieramy
    • Wsparli nas
  • Kontakt
KRS
sklep
DotPay
ADOPCJA REALNA
ADOPCJA WIRTUALNA
METAMORFOZY
GALERIA ZDJĘĆ
  • Tinaczeka na opiekuna
  • Nataszaczeka na dom
  • Facebook
  • Twitter
  • NK.pl
  • Allegro

Aktualnie ratujemy  

  • Julekprosi o życie 
  • Cytrynkaczeka na pomoc 
  • Bolek i Lolekproszą o ratunek 
  • Gminnaszuka opiekuna

Nadzieja  

Data dodania: 10.06.2011 r.

Koń

NADZIEJA ODESZŁA

W klinice po szczegółowych badaniach okazało się, że klacz ma uszkodzone nerwy oraz zaniki mięśniowe w prawej tylnej nodze oraz przykurcze w lewej. Dodatkowo klacz nie widzi. Lekarze nie dali żadnej szansy na wyleczenie czy chociażby poprawę stanu. Nie dali również cienia szansy, że klacz będzie samodzielnie wstawała. Przy tak zaawansowanych zmianach nie było już żadnego rokowania. Choć lekarze dołożyli wszelkich starań, tym razem nie udało się już nic zrobić. W związku z powyższym jedyne co pozostało to dać Nadziei godnie odejść.

Wierzymy, że Nadzieja jest w lepszym świecie, że nic jej już nie boli.

Bardzo dziękujemy za pomoc i zainteresowanie stanem klaczy. Wszystkie, pozostałe środki przekazane na leczenie Nadziei, po pokryciu kosztów diagnostyki i pobytu w klinice, zostaną przeznaczone na uratowanie córki Nadziei. Choć tyle możemy zrobić dla tej klaczy, która na zawsze pozostanie w naszych sercach.

 


 

200 zł - tyle kosztowało nas życie Nadziei. Przyjechała we wtorek w nocy ciężarówką pełną koni. Odgrodzona metalową rurą wraz z roczną źrebicą. Nie wytrzymała drogi - runęła na którymś zakręcie. Handlarz kupił ją kilka godzin wcześniej razem ze źrebakiem i wcisnął wychudzoną klacz w róg naczepy między worki z ziemniakami. Uznał, że jeśli nie zdechnie z wycieńczenia to rozdepczą ją konie, a zarobi na sprzedaży córki na mięso. Od tego handlarza kupiliśmy już kilka koni, zadzwonił więc do nas i spytał czy nie chcemy kupić chudej matki, bo do niego, pod Poznań żywa na pewno nie dojedzie. Chcieliśmy...

Kiedy opadł trap, popłynęły nam łzy. Wyładowaliśmy młode, krągłe konie wiedząc, że za chwilę przyjdzie nam je na powrót ładować w nich ostatnią podróż. Przecież świata nie zbawimy...

Na końcu samochodu leżała obtłuczona, półprzytomna, poraniona klacz z rozbitym łukiem brwiowym i opuchniętym okiem. Jej dyszenie było słychać już z trapu. Przy niej cisnęła się koślawa, mała źrebica. Ściągamy z samochodu źrebaka. Mimo wielu prób podniesienia klaczy na ciężarówce - nie udało się. Przynieśliśmy słomę i w kilka osób zsunęliśmy klacz po trapie na trawę. Grzało słońce, nie było czasu, weterynarz, kroplówki - bez efektu. Dopiero sąsiad przy użyciu ciągnika z podnośnikiem i węży strażackich, które oplotły klacz - uniósł ją w górę. Dalsza walka trwała do białego rana, ale o wschodzie słońca Nadzieja stała już o własnych, wątłych siłach. Ale nie chce obciążać tylnej nogi.

 

Transport do kliniki w tym stanie był nierealny. Kolejny weterynarz i tym razem pada podejrzenie pęknięcia spojenia łonowego. Kolejne kroplówki, leki, klacz się ożywia, zaczyna jeść trawę. Nadzieja po wyskubaniu niedużego trawnika upada ponownie. Znowu traci siły. Mieszają się skrajne emocje. Serce każde nam zawalczyć, a rozum ulżyć klaczy. Pod wieczór zaczyna siąpić deszcz, a klacz staje się jak by żywsza. Leży, ale już na mostku i podskubuje musli. Budzi się w nas marzenie, że jeszcze wstanie. Nadchodzi zmrok. Jednak Nadzieja nie podejmuje już prób wstania. Opatrujemy poranioną skórę. Zastanawiamy się, kim jest zwyrodnialec, który jeszcze dwa dni temu zanim sprzedał klacz handlarzowi, redlił nią ziemniaki...

Mimo, że ciągle czekamy na cud, zaczynamy się zastanawiać nad sensem trzymania klaczy przy życiu, Dajemy jej czas do północy. Przychodzi burza. Błyskawice raz po raz rozświetlają leżącą Nadzieję. Leje deszcz, a może to niebo nad nią płacze...

Klacz nie reaguje już na nic, wpatrzona w noc, pewnie prosi, aby śmierć nie bolała. Zapada decyzja. Pozwolimy klaczy odejść. Zaczynamy w nocy szukać weterynarza, który podda klacz eutanazji, ale chętnych brakuje. Po 2 godzinach udaje nam się ubłagać jednego lekarza. Przykrywamy klacz derkami, leży nieruchomo. Odchodzimy na chwilę otworzyć bramę weterynarzowi. Wszystko wydaje się już przegrane. W boksie cichutko rży córka Nadziei, jakby na pożegnanie...

Zbliżamy się wraz z lekarzem do drzewa pod którym zostawiliśmy klacz. Błyskawice rozświetlają derki... i skuloną postać Nadziei - stojącej pod sąsiednim drzewem. Upada w trawie strzykawka z morbitalem. Nikt jej już nie podnosi. Nakrywamy Nadzieję suchą derką. Klacz powoli kuśtyka pod zadaszenie. Postanowiliśmy rano zawieźć Nadzieję na klinikę SGGW w Warszawie.

O 6 powitał nas jednak smutny widok, Nadzieja leży skąpana w porannym słońcu. Ale tym razem nikt już się nie waha. Decyzja była jedna - wieziemy klacz na SGGW. Nie ma już nic do stracenia. W ciągu paru minut dźwignęliśmy ciągnikiem wychudzoną klacz, która podpierając się o nas dotarła do trapu przyczepy. Nadzieja stoi, a zamontowane w przyczepie pasy nie pozwolą jej na upadnięcie. Ruszamy do kliniki, choć to blisko, jedziemy prawie 3 godziny nie przekraczając prędkości 20km na godzinę, aby nic się nie stało. Nadzieja dociera do kliniki stojąc. Tam odpinamy przyczepę i przetaczamy ją korytarzami pod sam boks. Klacz zostaje pod opieką specjalistów.

Czy uda się ocalić Nadzieję ? Tego nie wiemy. Tego nie wiedzieli też lekarze w klinice.

 

Nadzieja w klinice (zdjęcie wykonane telefonem - stąd słaba jakość, za co przepraszamy)

 

Kontakt  

Siedziba:

Fundacja Centaurus
ul. Borelowskiego 53/2
51-678 Wroclaw

Konto zbiórkowe
PKO BP 56 1020 5226 0000 6002 0382 1840

Konto statutowe
PKO BP 15 1020 5226 0000 6002 0220 0350

NIP: 898-209-31-47
KRS: 0000257551
REGON: 020319750

www.centaurus.org.pl
mail: kontakt@centaurus.org.pl






Copyright by Fundacja Centaurus 2011. All rights reserved.
Projekt i realizacja: Iguana Studio Agencja Interaktywna