
Sorbona miała trudne życie. Pracowała ponad swoje siły, wiecznie oddana swoim właścicielom, którzy wykorzystywali ją bez żadnych granic, była chuda i wycieńczona, nie miała zapewnionych podstawowych warunków bytowych. Cierpiała jak każdy koń - w milczeniu.
Pewnego dnia do stajni, w której stała Sorbona nadeszło zbawienie - pojawił się człowiek o wielkim sercu, który po długich negocjacjach podarował Sorbonie nowe życie. Sorbona zamieszkała w nowej, przestronnej stajni wraz z innymi uratowanymi końmi. Bardzo szybko odzyskała chęć życia i wydawało się, że nic nie może tego zniszczyć. 2 metry dalej zamieszkiwał jej nowy właściciel, który samotnie prowadził tę swoją małą stajnie, zaś konie stały się jego rodziną i wypełniły całe jego życie.
Niestety, jak to w życiu bywa, właściciel nagle zaczął mieć problemy finansowe. Konie niezmiennie otrzymywały wszystko, choć On powoli odmawiał sobie wszystkiego. Byle do wiosny, będą mniejsze rachunki.. może będą nowe zlecenia. Niestety, los bywa okrutny.
Tej zimy Sorbona nie wróciła z lasu o własnych siłach. Wróciła niemalże niesiona przez pewnego starszego człowieka, który już raz podarował jej życie. Wyrok weterynarzy był bezlitosny - złamanie kości pęcinowej prawej przedniej nogi. Dodatkowo po zrobieniu zdjęć, okazało się, że rozwarstwienie kości sięgnęło półtora centymetra, zaś druga kość wbiła się klinem w tę przerwę. Koń nie miał praktycznie szans. Po dokładnej analizie złamania dziwiliśmy się, że Sorbona nie umarła wcześniej - z potwornego bólu. Koszt operacji z rehabilitacją to, około 6-7 tys. zł w Klinice Dr Golonki w Gliwicach. Dodatkowo był to koszt transportu w dwie strony a także rehabilitacji i opatrunków, leków, RTG oraz hotelu w Klinice, jak i minimum rocznej rehabilitacji Sorbony już w jej ukochanej stajni. Właściciela nie stać było na taki wydatek, nie miał nawet skąd pożyczyć takiej kwoty. Banki odmówiły. My spodziewaliśmy się zobaczyć koniarza ekonomistę, któremu szkoda pieniędzy na ratowanie bezużytecznej już przecież klaczy. Jak bardzo było Nam wstyd, kiedy już dojechaliśmy na miejsce i poznaliśmy Pana Tadeusza. Łzy żalu i bezradności cisnęły mu się przez całe Nasze spotkanie. Tulił swoja ukochana klacz nieustannie, choć nie wiedział jeszcze, ze uzyska od Nas pomoc. Ponieważ przyjechaliśmy wraz z weterynarzem, myślał, ze nadeszła ta chwila i poszedł pożegnać się z koniem. Mieliśmy wrażenie, ze wraz z końcem tego konia skończy się jego życie. Nie był zły, nie miał pretensji do losu, wydał się zobojętniały i zrezygnowany, nieufnie podchodził do naszych planów ratowania konia. Kiedy już wyjeżdżaliśmy nie był pewny czy ma wierzyć, że w tamten czwartek koń rzeczywiście pojedzie do Kliniki. Bał się mieć nadzieję. Kilka lat temu ratował konie sam, wtedy jego finanse właśnie na to mu pozwalały. Dziś oddaje koniom swoje ostatnie koce, stajnia jest zadbana i przepięknie urządzona. Konie mają wszystko, czego może być im potrzeba. Kiedy zobaczyliśmy dziś, jak mieszka on sam, byliśmy w niemałym szoku - warunki spartańskie, to mało powiedziane.
Dzień, w którym rozpoczęliśmy zbiórkę miał być dniem, w którym Sorbona zostanie uśpiona. Informacja o tym koniu dotarła do Nas parę godzin przed tym faktem. Natychmiast pojechaliśmy błagać właściciela, aby sprzedał nam konia jak taniej, mieliśmy nadzieje, ze, chociaż z Nami porozmawia. Zaś on ze łzami w oczach gotowy był oddać Nam konia wraz ze wszystkimi papierami, jeśli tylko go uratujemy. Decyzja była szybka - ratujemy. I pochopna, bo nie mieliśmy wówczas żadnych pieniędzy. Ale nie było wyjścia. Sorbona stała ufna i spokojna, wtulona w swojego Pana oczekiwała na to, co się wydarzy. Nie mogliśmy podjąć innej decyzji. Klacz ma 13 lat, od złamania mięło wówczas 13 dni. Wiedzieliśmy, że być może nie będzie już nigdy biegać jak inne konie, być może będzie miała sztywną nogę, ale damy jej szanse, aby żyła. Ma tego prawo.
Sorbonie kibicowało pół Wrocławia, bardzo intensywnie wspomagała Nas Fundacja Pegasus z Warszawy, która udzieliła Nam patronatu na tę konkretną akcję i pomogła w zbiórce pieniędzy, a także mnóstwo Allegrowiczów (w tym Pani Marta, która stała się głównym sponsorem jej operacji i której serdecznie dziękujemy!) Tym samym, mimo praktycznie żadnych szans, operacja nie mogła się nie udać. Czy Sorbona będzie tylko znaczyć, czy kuleć, pokaże czas. Dziś wiemy, że po prawie 3 miesiącach przebywania w Klinice będzie potrzebowała w dalszym ciągu mnóstwa troski i bardzo długiej rehabilitacji. Klacz spędzi resztę życia w stajni, w której odnalazła ludzką miłość, oddanie i nadzieje.
Sorbona była dla Nas impulsem do rozpoczęcia oficjalnej działalności. To dzięki niej staliśmy się Fundacją, zaś nazwę Centaurus zawdzięczamy pomysłowi jej właściciela, który obecnie opiekuje się wieloma Naszymi końmi w swojej stajni pod Długołęką. Jest to jedno z najwspanialszych miejsc na ziemi, raj dla koni. Podejrzewamy, że właśnie miłość i troska, jaka otoczona była Sorbona w swojej stajni dały jej siłę, aby walczyć o życie. Prawda jest taka, że był to cud, i wiemy o tym zarówno my, jak i powtarzają to chirurdzy.
Wszystkim, którzy przyczynili się do uratowania Sorbony, serdecznie dziękujemy!
Co słychać u SORBONY ? 11.07.2006
Sorbona była Naszą inspiracją. Kiedy w lutym stanęła na Naszej drodze, zmieniła wszystko - nagle założenie Fundacji, która z czasem nazwana została przez Nas Fundacją Centaurus, stało się Naszym priorytetem i zajmowało Nam 20 godzin na dobę. Zaczynaliśmy od zera, kiedy wszyscy wkoło mówili, że to się nie uda - my wierzyliśmy, wbrew wszystkiemu, że udać się musi. Nie mieliśmy własnej stajni, doświadczenia w pozyskiwaniu środków, koni ani kapitału. Byliśmy nieliczni, ale pełni zapału i wiary.
Dziś, po niespełna pół roku, Nasze stado liczy 16 ocalonych koni oraz niewidomego psa. Znaleźliśmy swoje miejsce w starej, pięknej stajni w Chwalimierzu, gdzie każdy koń ma zielone pastwiska i miskę owsa, a także bezpieczną starość i opiekę weterynaryjną.
Sorbona miała do Nas dołączyć po powrocie z kliniki w Gliwicach - jednak nie dołączyła. Zapłaciliśmy za swoje zaufanie po raz kolejny - biorąc Sorbonę na operacje w trybie pilnym nie myśleliśmy o podpisaniu umowy darowizny. Nie było to Naszym priorytetem. Najważniejszy był przecież koń.. potem przez 3 miesiące walczyliśmy o jej życie, oraz o opłacenie kosztów operacji. W sumie nowe życie Sorbony okazało się warte prawie 10 tyś zł (koszt operacji, transporty, paliwo, telefony). Były właściciel Sorbony nieszczególnie interesował się ukochanym koniem, ale tłumaczyliśmy to sobie jego problemami zdrowotnymi. Poza tym Sorbona miała wszystko - Nasze liczne wizyty w Klinice, smakołyki, które dowoziliśmy (my, oraz liczne osoby, które znały Sorbone z allegro) oraz doskonałą opiekę weterynaryjną u Dr Pawła Golonki. Ludzie z całej Polski trzymali kciuki za życie i powodzenie rehabilitacji tej 13 letniej, jakże dzielnej klaczy.
Po 3 miesiącach nadszedł termin odbioru konia - Sorbona przyjechała do Chwalimierza. Po rehabilitacji miała mieć szanse powrotu do swojej stajni, do stada które już znała i człowieka, który, jak wóczas sądziliśmy, tak bardzo pokochał tego konia. Wówczas, kiedy koń był już bezpieczny, a operacja i wszystko inne opłacone, w ramach formalności udaliśmy się do byłego właściciela z umową darowizny. Niestety - czekało na Nas wiadro zimnej wody.
Właściciel wycofał się ze wszystkiego. Zostaliśmy jedynie nastraszeni, że jesli natychmiast nie oddamy mu konia, który jest jego własnością, zniszczy Nas i Naszych podopiecznych. Byliśmy w szoku. Na nic zdały się tłumaczenia, że Sorbona musi stać się własnością fundacji, gdyż nie jesteśmy instytucją ratującą prywatne konie - nasze konie muszą mieć gwarancję dożywotniej, dobrej emerytury i nie ma tutaj ustępstw. W momencie, kiedy właściciel dowiedział się, ze cały rachunek za konia został już uregulowany, wykonał zwrot o 180 stopni - odezwała się w nim chęć posiadania i wszystko inne przestało się liczyć. Nie było już pięknych haseł, ze najważniejsze jest życie konia, a nie to, kto będzie jego właścicielem. Nie interesował go nawet fakt, że Sorbona wymaga bardzo długiej rehabilitacji, której on z pewnością nie podoła, nie tylko siłowo, ale również z powodu bardzo małej wiedzy na ten temat. I nie było ważne, ze klacz walczyła dzielnie o życie przez ponad 3 miesiące - a były to miesiące wielkiej próby dla niej.
Wówczas fakty zaczęły się powoli układać w całość - Klinika Dr Pawła Golonki stanowczo wyraziła się negatywnie o możliwości powrotu konia do byłego właściciela. Dopiero wówczas otrzymaliśmy wyniki badań, które zostały wykonane zaraz po przyjeździe Sorbony do Kliniki - nikt wcześniej nie wiedział, że w pierwotnych planach Sorbona miała tam powrócić. Wyniki były bardzo złe, koń był wychudzony, zaś złamanie nie dawało praktycznie szans wyleczenia. Właściciel trzymał konia przez prawie 2 tygodnie, podczas kiedy kość wbiła się klinem w dwie pozostała i uciskała tkanki miękkie. Na koniec właściciel dodał, że jeśli nie weźmiemy konia - zastrzeli go. Dopiero teraz ukazuje się to nas w zupełnie innym świetle. Wówczas sądziliśmy, że właściciel chce zastrzelić konia, bo w jego opinii oszczędzi mu to cierpienia. Dziś już wiemy, że były to pobudki czysto ekonomiczne. Dziś klacz potrzebna jest, aby wozic dzieci w rekreacji (mimo, iż sama ledwo kuśtyka..) oraz aby przed emeryturą zdążyła dać jeszcze kilka źrebaków. I nie jest ważne, ze przeszła piekło. Ważne, ze można na niej zarobić.
W chwili obecnej trwa kolejna walka o życie Sorbony. Przebywa ona w stajni rehabilitacyjnej pod Wrocławiem, jednak jej status jest nieokreślony. Pozostaje koniem niczyim - po tym wszystkim co wycierpiała, nawet teraz nie może mieć spokoju. Były właściciel rozpoczął bardzo agresywną walkę o odzyskanie konia. W pierwszej kolejności skierował sprawę na policje - sprawa została już umorzona, ponieważ na zrzeczenie się praw przez byłego właściciela posiadamy pisemne oświadczenia Dr Pawła Golonki oraz vet. Krzysztofa Kmiecika, który skontaktował Nas na samym początku z właścicielem Sorbony. Były właściciel skierował się więc do gazety "Dziennik Zachodni" w Gliwicach, która to wydrukowała jego jednostronne oświadczenie. W tym oświadczeniu właściciel stwierdza, że samodzielnie przekazał konia do Kliniki w Gliwicach na operacje, po czym koń został przez Klinikę.. uprowadzony. W tej chwili prowadzona jest postępowanie wobec gazety, podobnie jak wobec właściciela, o zniesławienie i pomówienie, a także skierowana została sprawa do prokuratury o znęcanie się nad zwierzęciem.
O dalszych losach Sorbony z pewnością będziemy informować Państwa na Naszej stronie internetowej - ze swojej strony obiecujemy iż zrobimy wszystko, aby Sorbona otrzymała w naszej Fundacji spokojną emeryturę i najlepszą rehabilitację.
Trudno jest Nam przeprosić za zaufanie, jakim obdarzyliśmy byłego właściciela Sorbony - w końcu wszystko, co robimy, musi opierać na wierze w ludzkie odruchy. Jednak nauczeni doświadczeniem, na własnej skórze (a raczej skórze wspaniałego konia, jakim jest Sorbona), nigdy więcej nie postąpimy w podobny sposób, który możemy śmiało nazwać naiwnym. Smutne pozostaje jedynie to, że w tym wszystkim ginie gdzieś to, co jest najważniejsze - Sorbona. I to ją pragniemy tu przeprosić.. za każdy dzień niepewności. za to, ze po raz kolejny zawiodła się na człowieku, a my jej przed tym nie uchroniliśmy.
Obiecujemy, że wywalczymy dla niej wszystko, co będzie w Naszej mocy.
Zdjęcia Sorbony w Chwalimierzu.